poniedziałek, 25 stycznia 2010

wirtualnie...

wirtualnie morda mi się cieszy:) półserio śmiać mi się chce:) z dystansem, ale co z tego...postawiam, motywuję, do roboty!!!:)

sobota, 9 stycznia 2010

ostry dyżur...

choram znów, niemniej jednak tym razem choruję dokładnie, znaczy nie przerywam kuracji, nie obalam teorii o zakazie mieszania alkoholu i antybiotyków tym bardziej nie popijam jednych drugimi...chyba zmądrzałam na ten nowy rok czy coś:) w trakcie wizyty u najfajniejszego lekarza rodzinnego na świecie i poplotkowaniu o kilku innych dowiedziałam się, że najprawdopodobniej choram też inaczej co póki co rozwiązuje wiele niewiadomych nieważne czy prawdziwie czy też na zasadzie autosugestii, ale wymówka jest:) póki co pławię się w moim nadmiarze wolnego czasu trzaskając jedną komedię romantyczną za drugą zakochując się w każdym kolejnym amancie od wampirów przez wrednych dziennikarzy na zbuntowanych muzykach kończąc z "krótkimi" przerwami na cudne konferencje telefoniczne możliwe dzięki mojemu zmysłowi zlotej rączki-nimożliwe były też dzieki niemu, ale ciiii, grunt, że telekomunikacja może pochwalić się naprawiona usterką:) puszczam oczka na lewo i prawo za jedyne 10.99 w tym Vat i bawi mnie to przepysznie, jak dobrze, że wszystko można zwalić na chorobę:)

niedziela, 3 stycznia 2010

myśli sobie kachna...dużo myśli, nic nie postanawia bo po co się oszukiwać, woli mieć nadzieję...obiecuje sobie tylko po co, bo już sama nie wie co lepsze...a może boi się i głowę zaprząta bo tak naprawdę by chciała...móc by chciała mieć...wiedzy rządna, choć wiary mocno pozbawiona...obwinia niepotrzebnie...gubi się...