środa, 24 lutego 2010

koniec 2...

po końcu jeden nadszedł koniec dwa...znacznie poważniejszy...po 3 tygodniach bąbelkowania i innych zabiegów rodzice powrócili z kurwatorium hehe mimo moich próśb nie udało sie wyegzekwować sygnału o wyjeździe co zaowocowalo porannym bólem głowy spowodowanym chaotycznym kończeniem porządków i przygotowywania uroczystego obiadu:) wrócili ingerując w mój ład stworzony podczas ich nieobecności, przestawiając wszystko na swoje miejsce mnie też co zabiera mi możliwość siekania komedii romantycznych na dużym ekranie dzięki kablowi o dziwacznej nazwie, apokalipsa! tak myślę sobie i marzę...tik taki tykają...ale byloby fajowsko:)
ps: popłakałam sie dziś na Avatarze...nie mam sobie równych:)

środa, 10 lutego 2010

koniec...

koniec z rozumowaniem na poziomie ameby...koniec z realizowaniem cudzych ambicji...koniec z pieprzonym umartwianiem się jakbym nie miała nic lepszego do roboty...koniec z decydowaniem się na zbyt mało o!