niedziela, 28 grudnia 2008

sie mi sie przez chwile zapomnialo co to kac jest i jak smakuje...właśnie sobie przypominam i chyba wcale mi sie nie chce sobie przypominać...i tak sobie leżę, nie wyglądam i się nie czuję...świeczuszki się palą, muzyczka pyci a ja sobie kminie postanowienie noworoczne, które porzucę jak tylko mi sie znudzi, chociaz...ale o tym cicho bo jak mi nie wyjdzie to bedzie zwała wiec sie pochwale po fakcie tym, jaka jestem fajna co wszyscy zapewne doskonale wiedzą, ale ja w swej nieograniczonej i niczym niezmąconej skromności jedynie upewnie ich w tym przekonaniu:)
a na nowy rok to i życzeń mam dużo nie wiem kogo się prosi i kto to komu przekazuje i czy w ogóle się to praktykuje, ale wcale mnie to nie obchodzi więc jakby ktoś mial po drodze to ja chętnie tę listę przekażę:) pewnie jest jakis gwiazdor pierwszy czy drugi mikołaj albo siedemnasty renifer...nieistotne, ma być skutecznie i bez mazgajenia o!
kszanie trochę więc nie będę się rozpisywać, ale wszyscy potencjalni rozmówcy mi pouciekali ...ał
w tym momencie kachna zalała sobie całą łapę steryna z wyżej wspomnianej świeczki i poszła się reanimować i wyplakać mamusi:(

wtorek, 23 grudnia 2008

tragedia...

zatem stała się tragedia przestraszna...tragicznie przestraszna tragedia...kiedy to odwiedziłam moją ukochną wirtuozkę nożyczków w celu skrócenia pierza wyliniałego na mym łbie tak, że aż chce się płakać, tarmosiwszy grubo-kościstego kocura o dzwięcznym imieniu Misza, Kachna zaczęła puchnąć...oczy zalały sie łzami, zaczeły swędzieć jak po ataku zmutowanych komarów i oczywista oczywistość mogła zostać skonkluzjowana tylko jedna...Kachna ma alergię na kocurki i to nie byle jaką bo aż raczyć się musi okładami z esencji herbacianej coby jutro nie wyglądać jakby zupa była za słona...ch** bombki strzelił kocurka w tym roku nie będzie a tak chciałam kochac i tulac i kochac i tulać...teraz nic tylko szczelić se białe kozaczki i yorka w zestawie...zawsze kurna coś...
hehe

piątek, 19 grudnia 2008

wpis na rach ciach ciach...

jestem zła, wredna, okropna, niemiła i zarobiona...ucieleśnieniem jestem zła hehe o urlop walcze i nie mam czasu i spełniam sie w niespełnieniu...co zagubione odnajduję i wygrywam książki a posrana przy tym jestem jak nigdy dotąd...żeby było smiesznie to całkiem mi z tym dobrze i pomimo wszystko...permanentny to stan...permanentny jak na mnie...no i rozświąteczniam sie powoli...hoł hoł hoł:)

poniedziałek, 8 grudnia 2008

kachna...

kachna się stara... stara się kachna co stare postarzeć... chce... chciałaby, aby to co nowe starym sie stało i niczym ze starym kumplem iść chce przez życie...
odwiedziła kachna księgarnię zakupując pozycję o krępującym tytule choć jak na kachnę wyczyn był to pierwsza klasa i wyczynia wyczyny czyniąc sobie tym radość przesłodką choć niełatwą w swej prostocie... walczy z przyzwyczajeniami i budzikiem znienawidzając wszystkie z jej niegdyś ukochanych numerów a czyniąc z nich jedynie dźwięk przerywający błogi sen, aby zaserwować sobie rutuał majacy w przyszłości stać sie rytuałem rutynowym choć już wie,że łatwo nie będzie...
boi sie też kachna... boi sie strachem nie byle jakim...na poważnie sie boi bo nie chciałaby zawieść tych, którzy pokładaja w niej nadzieje a w tym przede wszystkim samej siebie... owa wyzej wymieniona pozycja o krepującym tytule uświadomila jej jedną jakże niezwykle prostą rzecz... dopóty dopóki nie poukłada się kachna i kachną przez kachnę znielubioną być nie przestanie znielubioną wszem będzie i kolo sie zatoczy, a przecież wszyscy, którzy kachnę znają jak i Ci, którym tak sie wydaje wiedzą doskonale, że tylko jedno szczęście przeszczęściem kachny będzie więc trwa kachna w postanowieniach dalekich od deklaracji... wprowadza dyscyplinę, wymyśla coraz to nowsze wymysły i pełna nadzei trwa... uśmiechając się do siebie nieśmiało obserwuje zbiegi okoliczności i cierpliwie czeka na rozwój wydarzeń...

czwartek, 4 grudnia 2008

pierwszego razu część kolejna...

jutro pierwszy raz w życiu kogoś zwolnię...
jutro pierwszy raz w życiu...

wtorek, 2 grudnia 2008

mój pierwszy raz...

Dziś pierwszy raz w życiu podjęłam decyzję o czyimś zwolnieniu...

Młodsza asystentka level 0.

poniedziałek, 1 grudnia 2008

...

"Prosiaczek wspiął się na paluszkach i szepnął:
- Tygrysku...!
- Co Prosiaczku?
- NIC - odparł Prosiaczek biorąc Tygryska za łapkę - chciałem się tylko upewnić czy jesteś..."