niedziela, 30 marca 2008

hymmm...

pewna niepewność we mnie drzemie...wewnętrzny niepokój w myśl zasady daj palec bla bla bla...dziś pierwszy raz od bardzo dawna (nawet nie pamiętam od kiedy) przez chwilę poczułam się interesującym człowiekiem...przyjemna to chwila niezwykle i gdyby tak mogła nieco częściej się pojawiać, ale głupkowatość przylgnęła juz do mnie tak mocno, że chyba sama zaczynam w nią wierzyć...anyway nad tym trzeba by popracować a dość leniwy miś ze mnie ostatnio...a propos misiiuf ciekawam niezmiernie co z moim pluszem i ile go we mnie zostało...

środa, 26 marca 2008

dzwonią dzwoneczki...

kreci się to koło moje zwariowane a czasu brak...kręci się a ja w nim zakręcona po stokroć z głową niczym słoik pełną myśli niepoprawnych politycznie...śmichów chichów w nim od groma...na niechichy szkoda miejsca, choć nie chicha mi, ale tylko troszkę i tylko czasem...przepiękne boże narodzenie mieliśmy tej wielkiej nocy a z nim krnąbrny plan w sloiku się pojawił...gdyby tak pod króliczą choinką jajkami przybraną magicznych trzewików się doszukać albo rybki złotej, która marzenia wymarzone spełnia...marzenia, które marzę namiętnie w mojej slodkiej nibylandii...a stołeczna dzielnica przenośnią tu nazbyt przeniesioną jest...

środa, 19 marca 2008

o ironio!

od dawien dawna sama sobie jestem najlepszym lekarzem...po rodzicielce mej najukochańszej odziedziczyłam delikatne sklonności do hipochondrii, dzięki której zdiagnozowałam u siebie zaburzenia kompulsywno-obsesyjne przejawiające się w dwojaki sposób...pierwsze zaburzenie to moja "ukochana czwóreczka", drugie natomiast ma związek z następującymi po sobie "pozytywami", których doświadczam...nazbyt dlugi ciąg dobrych dni czy informacji niesie ze sobą niepokój bo skoro jest tak dobrze, nauczona doświadczeniem wiem, że wreszcie coś musi sie spimpać...moje kochane życie ma do siebie to, że jak kopie po dupie to raz a porządnie, nie rozdrabnia się...zatem ostatnie dni niosą ze sobą niepokoj ogromy, któremu dopomaga głupota i potęguje go po stokroc...pełna piotrusiowej nadziei odpycham go od siebie rękami i nogami bo może wreszcie kiedyś wyczerpę limit tego co boli...każdy kolejny dzień niesie ze soba cos nowego i ku mojemu przerażeniu jest guda... przepyszny weekend z równie pysznym zakończeniem, zwariowany początek tygodnia a dziś niespodziewane odwiedziny...sklonności do urojeń daja znać o sobie, ale jest mi dobrze...nadniespodziewanie dobrze a ja nacieram się w tym jak słuchacz kwiatami na przystanku przy wiacie hehe wielki come back zwariowanej wariatki...może oczy znów zapłoną może wszystko wreszcie sie ułoży i wróci do normy...może, ale chyba nie chcę już myśleć i roztrząsać...niech zabłysną światła i znikną cienie...carpe diem moi drodzy:)

środa, 12 marca 2008

rokoko...

zostałam sama w tym smutnym jak pizda mieście...tu dały o sobie znać nazbyt szeroko rozwinięte skłonności do przesady, ale nie zmienia to faktu, że pusto tak jakoś i smutnawo (chociaż z Michaelem u boku)... jakby nie patrzeć, powrót coraz bliżej...wogóle wszystko tak jakoś sprzyja...denerwująca atmosfera w firmie, która kompletnie nie rokokuje na przyszłość, serducho a nawet pogoda, która jakby piękniała na pożegnanie...wszystkie znaki na niebie można by rzec...te pieski co to za oknem biegają i ku przerażeniu właścicieli wskakują do rzeki pewnie też bo może w domu pozwolę sobie na goldenka wymarzonego i to się jakoś tam łączy czy uzupełnia czy coś... a jak nie to na 38 kotów które zjedzą moje rozkładające się zwłoki kiedy to zejdę z tego świata jako stara panna i nikt nawet nie zauważy (Panie Robak Pan nie krzyczy bo to tylko fikcja literacka...czy coś) generalnie wbrew temu co możnaby przypuszczać pozytywny klimat utrzymuje mi się w głowie jak i wszędzie dookoła...pomimo wszystko i wbrew wszystkiemu morda mi się śmieje...

piątek, 7 marca 2008

cel, pal...

pomimo wszystko i wbrew wszystkiemu nie jest źle...
wiosennie mi i Piotrusiowo w środku...
marzę sobie a i sen się z jawą miesza...
spełniamy marzenia...
czas start!