dawno nie narzekałam...prawda? zatem dziś mogę co uczynię z największą przyjemnością...na wstępie napomknąć muszę o pewnej teorii powstałej podczas jednego z paprohowych wieczorków pogaduchowych...otóż najważniejsza z naszych wielu teorii wiąże się z........i tu powinnam urządzić konkurs, ale mi się nie chce więc powiem krótko świat to kupa bo wszystko jest kupą a każda kupa wkoło kupy się kręci...pewnie niejeden heretyk będzie bluźnił , ale nie moi drodzy należy się z tym pogodzić! kupa jest wszechświatem i nie ma nic wspanialszego od kupy bo czy znacie piękniejsze wyznanie niż "jesteś dla mnie jak kupa"? to nic innego jak "jesteś dla mnie całym światem", ale nie o tym...dziś akurat nie miało być o kupie a o czymś innym i też w sensie pewnym z fizjologią związanym...pamiętacie anegdotę (czy jakkolwiek to nazwać) o częściach dzidy czy jaokoś tak? otóż drogie panie mamy najgorzej...całe nasze życie to przed okresie, w trakcie okresie, po okresie, przed jajeczkowanie w trakcie jajeczkowanie, pojajeczkowanie i tak do porzygania!!! protestuję!!! umieram...niech mnie ktoś przytuli:(
piątek, 25 kwietnia 2008
sobota, 19 kwietnia 2008
rozmowa...
"chcialbym cie kiedys spotkac i uslyszec, ze wygralas w totolotka, spotkalas milosc swojego zycia, budujesz dom i urodzisz slubne dziecko...wtedy zrozumiem, ze zycie jest sprawiedliwe..."
wtorek, 15 kwietnia 2008
gps potrzebny....
całe to moje pisanie jakieś takie mocno na odwal się jest przyznać muszę...niby dobrze, ale pusto we mnie i cicho...nie dopuszczam do siebie negatywnych emocji a te ciepłe kolekcjonuję i pielęgnuję sumiennie...pytania pojawiają się niezmiennie a ja niezmiennie nie umiem na nie odpowiedzieć i marzę sobie o słońcu, które może kiedyś wreszcie się pojawi i rozświetli drogę tak krętą, zawiłą i komoletnie niezrozumianą...nieubłaganie zblizam się do skrzyzowania, na którym podjąć trzeba będzie jedną fundamentalną decyzję, która wbrew pozorom łatwa nie jest...jednej drogi już żałuję pomimo tego, że pewnie jest właściwa, ale mniej przyjemna, mniej ciepła i mniej moja...wkurza mnie ta moja racjonalność przeokrutnie jak i niezdecydowanie moje...tak wiele rzeczy, na które nie mam, albo nie mam siły mieć wpływu wkurza mnie po stokroć...zostań moim gps'em...
czwartek, 10 kwietnia 2008
mix
paranoja sięgnęła zenitu...czyżby koniec mojej zawrotnej kariery HH??? nikt już nic przed nikim nie ukrywa...wszystko wskazuje na to, że jutro nastąpi ostateczne rozstrzelanie...jak to dobrze reagować śmiechem na sytuacje stresowe...dziś ubaw mam po pachy:)))
***
dziwnie mi we mnie...
***
"Cokolwiek pomiędzy ludźmi kończy się, znaczy nigdy się nie zaczęło.Gdyby prawdzie się zaczęło, nie skończyłoby się.Skończyło się, bo się nie zaczęło.Cokolwiek prawdziwie się zaczyna - nigdy się nie kończy"
niedziela, 6 kwietnia 2008
boys and girls
tak się zastanawiam ostatnio co by było gdyby mi się orientacja popierdzieliła...o ile wszystko byłoby łatwiejsze gdybym to nie o płci przeciwnej myślała namiętnie z częstotliwością równa temu ile razy z ust naszych rodaków padnie dziś nazwisko Kubicy...i tak o to na tym etapie przemyśleń siedzimy sobie z Górą, po piwkach wysiorbanych wesołej gromadce, która opuściła nas bez uprzedzenia i grozi mi, że się zacznie do mnie dobierać...:) światlo w podłodze popieprzone wszystko...
piątek, 4 kwietnia 2008
"wszystko dobre co sie dobrze kończy, wszystko złe co się kończy źle, co za dzień!"
wczorajsza notka pisana była jakieś 15 minut po przebudzeniu...czasem są takie dni kiedy od od momentu rozklejenia oczu wiadomo wszem i wobec, ze coś się spimpa...nie pomyliłam się haha!
dzień wcześniej w środku nocy wróciłam z dwudniowego szkolenia z urozmaiceniami w postaci rocnego survivalu zasponsorowanego przez właścicieli hostelu na tyle zmęczona, ze dzień dziecka stał się oczywistą oczywistością...jak wielkie było moje zdiwienie kiedy to po przebudzeniu wbiłam się do wanny i okazało się, że wody ni ma...radia się nie słucha, ulotek nie czyta to się dostaje takie poranne surprisy w gratisie od spółdzielni...odchodząc nieco od tematy należy wspomnieć, że moje ukochane miasto Wrocław zrobiło mi ku ku rozkopując okolice pracy i odcinając tramwaje więc się obraziłam i sikając na "zakład dziur i korków" chodzę sobie na spacerki...tak tez bylo wczoraj...po przyjściu do pracy okazało się, że przez ludzką głupotę należy się wrócić...zatem znów pospacerowałam sobie do domu i na chwilę postanowiłam się odobrazić na przejeżdzający gdzieś obok autobus, no bo po co się gniewać jeżeli skróci mi drogę a buty cisną jak cholera...wsiadłam dumna ze swej mądrości kiedy to się okazało, że trasy są popimpane i autobus owszem jedzie, ale w przeciwnym kierunku...kolejne dwa kursy przeszłam nie spoglądając nawet na te rozsypujące się paskudztwa z napisem "za tramwaj"...tak się zaczęło a to dopiero była 11:00...natomiast skończyło się dokładnie tak jak skończyć się musiało "wódkę na lodzie z cytryną poproszę" ...
dzień wcześniej w środku nocy wróciłam z dwudniowego szkolenia z urozmaiceniami w postaci rocnego survivalu zasponsorowanego przez właścicieli hostelu na tyle zmęczona, ze dzień dziecka stał się oczywistą oczywistością...jak wielkie było moje zdiwienie kiedy to po przebudzeniu wbiłam się do wanny i okazało się, że wody ni ma...radia się nie słucha, ulotek nie czyta to się dostaje takie poranne surprisy w gratisie od spółdzielni...odchodząc nieco od tematy należy wspomnieć, że moje ukochane miasto Wrocław zrobiło mi ku ku rozkopując okolice pracy i odcinając tramwaje więc się obraziłam i sikając na "zakład dziur i korków" chodzę sobie na spacerki...tak tez bylo wczoraj...po przyjściu do pracy okazało się, że przez ludzką głupotę należy się wrócić...zatem znów pospacerowałam sobie do domu i na chwilę postanowiłam się odobrazić na przejeżdzający gdzieś obok autobus, no bo po co się gniewać jeżeli skróci mi drogę a buty cisną jak cholera...wsiadłam dumna ze swej mądrości kiedy to się okazało, że trasy są popimpane i autobus owszem jedzie, ale w przeciwnym kierunku...kolejne dwa kursy przeszłam nie spoglądając nawet na te rozsypujące się paskudztwa z napisem "za tramwaj"...tak się zaczęło a to dopiero była 11:00...natomiast skończyło się dokładnie tak jak skończyć się musiało "wódkę na lodzie z cytryną poproszę" ...
czwartek, 3 kwietnia 2008
?
złe dni przychodzą zawsze w najmniej odpowiednim momencie i zawsze, ale to zawsze boleśnie potwierdzane są z dokładnością co do sekundy...
Subskrybuj:
Posty (Atom)
