czwartek, 28 sierpnia 2008
wtorek, 26 sierpnia 2008
niewiarygodne do potęgi...
dzisiejszy dzień ubrany został w słowa najgorsze bo uprzedmiotawiające do bólu... znów coś się kręci a raczej kręci ktoś czy kilku ktosiów nawet... znów ktoś cierpi, znów są łzy, to znów boli, bo przecież każdy sądził, że będzie inaczej...bo to właśnie dziś jest dzień kiedy to w miejscu pracy mej szanownej nastąpiła "redukcja etatów w celu optymalizacji kosztów" ja pierdole, że się tak wyrażę brzydko... dotarło do mnie, przestałam być Kachną, córką, matką żoną kochanką whatever a zaczęłam być zasranym kosztem...kosztem, który jeszcze walczy o to, żeby kosztem opłacalnym być...z wiekiem i nabytym doświadczeniem jest mi coraz bardziej wstyd i coraz to bardziej tracę wiarę w ludzi...
poniedziałek, 18 sierpnia 2008
łyk łyk łyk end...
niezwykle długi był to łyk end...nie pamiętam kiedy ostatnio spędziłam tyle czasu sam na sam ze sobą...no prawie sam na sam...Viagra towarzyszyła mi wiernie i wszędzie...dosłownie wszędzie:) wyciszyłam się cholernie, uspokoiłam...z jednej strony rozgoryczona do granic możliwości stratą czasu, który mogłam spożytkować o niebo bardziej konstruktywnie (albo i nie bo to kwestia mocno sporna...) z drugiej zaserwowałam sobie chillout błogi i przepyszny taki mój i tylko mój ubrany w kalosze i skaczący po kałużach z P. jako jedyną łączniczką ze światem zewnętrznym...porozrzucana jak zwykle zaczęłam układać pierwsze klocki, które jeżeli wszystko pójdzie zgodnie z planem powoli zaczną tworzyć jedną nieco mniejszą logiczną całość...
wtorek, 12 sierpnia 2008
the secret...
włączyłam ponownie i doszczętnie jaram się "Sekretem"... postanowiłam oglądać go namiętnie dopóty dopóki w moim pustym łbie nie zalęgnie się na tyle żebym już mogła znaleźć sobie tego królewicza, zarobić milion i kupić domek ze słomianym dachem na Malediwach albo innym Bali Bali...przy okazji po raz 178 w tym tygodniu wprowadzam w swoim życiu zmiany i robię w nim gruntowny rozpierdol i jak znam siebie to jedynie zapał a nie dach wyjdzie mi z tego słomiany, ale dziś się jaram...w końcu fajna jestem, nie? haha!
czwartek, 7 sierpnia 2008
Subskrybuj:
Posty (Atom)
