piątek, 19 września 2008

łykend!

nareszcie nadszedł, jest już tuż tuż, za pół godzinki wreszcie przyjdzie łykend i będę miała dwa dni świętego spokoju bez fochów, warczenia i wszystkiego tego co towarzyszyło całemu tygodniowi a o czym nie chce mi się pisać...a właśnie bo jeszcze pracuję, jeszcze mnie nie wyrzucili, jeszcze parę win na szybko po pracy zostało mi do obalenia... :)

wtorek, 16 września 2008

+1

doczekałam się tego jakże smutne dnia, przed którym broniłam się, a który w rezultacie uczciłam w sposób dalece odbiegający od poprawnego z mocno widoczną walką o zatrzymanie coraz to dalej odchodzącej beztroski...troszkę mi wstyd, ale zdarza się i tego wstydu chciałabym się wyzbyć na tyle żeby wreszcie przestać żyć życiem innych i zacząć choć trochę skupiać się na tym na co ja mam ochotę...jak napisał J. " żyj najpiękniej, po swojemu, spełniaj się..." abstrahuję tu od zaistniałej sytuacji a jedynie nawiązuję do tego, że znów mam apetyt na zmiany...znów coś nie halo, pojawiają się pytania, doskwiera samotność i żądza szaleństwa...pierwszy raz od powrotu tęsknię za Wrocławiem jak mniemam głównie za sprawą wdzierającej się monotonii i oswojenia z nową sytuacją...gasną płomyki rozświetlane jedynie chwilowo głównie za sprawą najgłupszych wariactw...walczę z tym co nieodzowne, podczas gdy wszystko gna do przodu ja bezsilnie chciałabym krzyknąć "stop!" i zatrzymać się, odpocząć od wszystkiego...brak mi kompana, który pociągnie za rękę i rozpali do czerwoności jakkolwiek miałoby to zabrzmieć, zwyczajnie mi brak...marzę marzenia boleśnie świadoma tego, że marzeniami pozostaną..."od pierwszego wejrzenia do ostatniego tchu"...chaotyczna to notka, ale inna być nie może bo to właśnie chaos zapanował w mojej głowie i jak tak dalej pójdzie zadomowi się w niej na dobre...

piątek, 12 września 2008

I gotta find peace of mind...

dramatycznie nie chce mi się tu być...dramatycznie nie chce mi się dziś pracować za to niewiarygodnie chce mi się stąd iść i podbijać świat z zamkniętymi oczami ściele trzymając się najbardziej drobiazgowego scenariusza z możliwych...wiesz, pewien plan zaplanowałam sobie i nad jego roztropnością zastanawiam się namiętnie...co jest lepsze pytam sama siebie domagając się odpowiedzi, posiadać marzenie czy je spełnić i nie posiadać już nic, skoro marzenia to wszystko co mam...

ps: kto pożyczy wannę z pianą i gorącą wodą?!?


poniedziałek, 8 września 2008

coco jambo:)

tytuł w nawiązaniu do złożonej obietnicy poczynionej w pewnych haniebnych okolicznościach, o których po głębszym zastanowieniu jednak nie będę mówić otwarcie hehe aczkolwiek dobrze wiedzieć, że ma (tu z mocnym naciskiem na MA) być inaczej o ile kiedykolwiek (oby) taka okazja się nadarzy... plan już jest a jak wiadomo dobry plan to podstawa:)
cierpię na brak internetu w domu i możliwości pisania na bieżąco bo pomysły i potrzeba pojawiają się dość często a kiedy przychodzi co do czego zaczyna się " to co to ja miałam?" w sobotę po powrocie do domu (czyt. ok 5:00) zaczęłam nawet coś skrobać, ale uśpiłam tym sama siebie...w każdym razie wiem, że odczuwałam potrzebę podzielenia się przemyśleniami dotyczącymi jakże rzadkiego a nawet skłonna bym rzec wymierającego gatunku jakim są gentlemani:P byłam pod wrażeniem...
zastanawiam się ostatnio jak duży wpływ na odbieranie naszej osoby (bo o tym, że w ogolę go ma jestem przekonana) ma świadomość nas samych, nasze podejście i odbieranie własnej osoby... otóż skłonna jestem uwierzyć, że znaczenie ma duże, ale czy siła pozytywnej energii, którą emanujemy jest wprost proporcjonalna do przyciągania, którym traktujemy innych?
niepokojąco dobrze mi ze sobą momentami...


wtorek, 2 września 2008

"a była to historia z jawą niezwiązana wcale..."

się rozchorowało dziecko...antybiotykuję się na całego jednocześnie grzecznie pędząc do pracy coby ją wywalczyć innymi słowy zachować...atmosfera w skali od 1 do 10 jakieś minus 3... chyba nie mam szczęścia, 100% to nie wszystko, ale to tak w woli wyjaśnienia bo zbytnio się nie przejmuję...przynajmniej na tyle na ile nie przejmować się można:) tak sobie myślę, że może zacznę grywać w karty? gdzieś to szczęście jest a ponoć szukać go nie wolno...bo nawet gdyby to gdzie? mimo wszystko chciałabym zaznaczyć, że jest mi całkiem nieźle...obdarowana nadmierną ilością czasu sam na sam ze sobą zatapiam się w wyimaginowanym świecie...śnię sny i wymarzam marzenia przecudne...cudne prze...

ps: załóż mi ktoś internet...