od samego początku blog jest dla mnie miejscem, w którym mogę wyrzygać się z tego co mnie boli...słowa wyrzygać używam nie bez kozery, ponieważ owe wyrzyganie przynosi ulgę...wbrew pozorom staram się cieszyć tym co mam...wielu ludzi mocno zdziwiłoby się trafiając tu, ponieważ łatka pozytywnego głupka przyszyta jest do mnie stalowymi nićmi...w całej swojej słabości od pewnego etapu swojego życia staram się być silna, przez ostatnie lata pomimo wszystko staram się być silna, ale teraz autentycznie mam dość...miało być już dobrze...zawsze ma być...kiedy autentycznie zaczynam wierzyć w to, że wszystko się uloży dostaję butem w twarz...dostaję tak mocno, że nie sposób sie podnieść...jak mieć nadzieję skoro życie namiętnie udawadnia mi, że niewarto...tak bardzo brakuje mi spokoju...boję się odbierać telefon...czemu ja zawsze muszę się bać...pierwszy raz od niepamiętnych czasów modlę się...pierwszy raz od niepamiętnych czasów potrzebuję Boga...kiedy wyczerpę limit złych wiadomości?
czwartek, 28 lutego 2008
wtorek, 26 lutego 2008
...
odleciałam, a potem z niewiarygodną mocą pierdolnęlam o ziemię...pisałam to juz, ale dziś się powtórzę...życie jest najgorszą kurwą jaką znam...
poniedziałek, 25 lutego 2008
dream on, cause when you stop to dream it's time to die...
myślę sobie znów...bo już przez chwilę nie myślałam o tym...przez chwilę już żyłam we Wrocławiu oswojona z nim jak nigdy wcześniej...przestałam gdybać, ale to przez chwilę tylko, jak na chwilę przystało krótką chwilę bardzo...znów przypomniało się to co trapiło choć zaznaczyć muszę, że w tej akurat materii poukładałam się na tyle, żeby spać z nią spokojnie...a przynajmniej tak mi się wydawało...wróciły pytania uśpione... najpierw A. i W. a dziś U... pierwszych dwoje boi się strachem, który choć geograficznie odległy emocjonalnie niezwykle mi bliski... U. natomiast zadawała sobie dziś moje pytania, które jak okazało się nie tylko moimi są...przywołała marzenia zupełnie nieświadomie i niespodziewanie... jedno zdanie a ja już odoswoiłam się i znów sobie marzę o letnim podboju świata i powrocie do domu bo tylko jedno miejsce domem nazywać potrafię...znów dały znać o sobie niepewności pewne i priorytety wołać zaczęły o poukładanie...jednej rzeczy trzymam się kurczowo "czas pokaże"... oby pokazał to co tak bardzo chciałabym zobaczyć...
poniedziałek, 18 lutego 2008
haha!
jako rzecz pierwsza i najważniejszą pragnę obwieścić, że żyję!!!:) dalej tkwię w moim "kochanym" zapadającym się wyrku, ale z towarzystwem...bez podtekstów proszę towarzystwo jest płci pięknej a ja jestem jak najbardziej hetero haha! mocno mi bije...aż za mocno...w jeden weekend wraz z mymi kompankami nagralam 2 teledyski, nauczyłam się naśladować Czesia podobno niemalże do perfekcji, nawróciłam się na kupę a w przeciągu zaledwie 2 nocy obejrzałam 15 odcinków jedego serialu o kolesiu bez pempka, 3 razy na nim płakałam i chce więcej...zatem jak to mawia A. od P. pojebało się w główce doszczętnie:) dobrze jest mieć przy sobie dobrych ludzi tak sobie myślę...Paproh mnie nawiedził i zafundował kolejny cudowny wieczór pełen rozmów, potrzebnych bardzo i tych potrzebnych najbardziej...P. odnalazła w sobie instynk macieżyński i dużo krzyczy "wpij do końca póki gorące", "nie odkrywaj się", "ubierz się ciepło" i jak na mamusię zastępczą przystało gotuje mi obiad walcząc z kuchenką:) Ł. tez krzyczał, ale chyba wreszcie mu wierzę, że jest... jest też i M. i D. i F i A. i K.... może pora coś zrozumieć...
coraz więcej osób wie o blogu, trochę mnie to martwi, ale prędzej czy później było to nieuniknione...zaczynam sie z tym oswajać...chyba trochę się tego boję...
coraz więcej osób wie o blogu, trochę mnie to martwi, ale prędzej czy później było to nieuniknione...zaczynam sie z tym oswajać...chyba trochę się tego boję...
środa, 13 lutego 2008
najgorzej...
umieram...nie zartuje i nie histeryzuje...juz mi starczy samotnosci...jak tu zdechne nawet nikt nie zauwazy...
niedziela, 10 lutego 2008
nastał nastuk...
odstresiłam się nieco głownie za sprawą kolegi K, który nawiedził mnie z 15 minutową wizytą w celu koloru zielonego...lubię niedziele nawet te urozmaicone elementami edukacyjnym jak dzis...wszystko zaskakująco po mojej myśli się potoczyło az trudno uwierzyć, że studia mają coś wspólnego z nauką a moja bezczelność sięgnęla zenitu hehe ciężki tydzień kopnąl w główkę a slabość wzieła góre nad wszystkim innym, ale trudno chociaż postaram się nie być chodzącym wyrzutem sumienia...bliskości mi się chce oj oj oj te moje wieczorki chilloutowo odmóżdżające głowa pełna dziwnych rzeczy...niedobra ja...
piątek, 8 lutego 2008
wtorek, 5 lutego 2008
sqrwiałe jest to życie strasznie...
dlaczego najgorsze rzeczy zawsze dotykają tych, których dotykać nie powinny? niech mi ktoś powie dlaczego pełno zapitych mord stoi pod sklepem i szlak ich nie trafia a umierają dobrzy ludzie? dlaczego odchodzą ci, którzy dla innych są całym światem? dlaczego pełno na tym świcie bezwzględnych sqrwieli, którzy w dupie mają innych i dlaczego na litość boską włos im z glowy nie spada a cierpią tylko ci, którzy nie powinni? gdzie się podziała sprawiedliwość? jak wierzyć w to, że Bóg za dobre wynagradza a za złe karze? dlaczego nie może być choćby jednego roku spokoju? jak można pomóc kiedy już nic nie da się zrobić? dlaczego ciągle trzeba się bać? życie jest najbardziej niesprawiedliwą qrwą jaką znam!
piątek, 1 lutego 2008
ol cuzamen do kupy...
dużo dzieje się w mojej głowie, we mnie, dookoła...różnie się dzieje...setki wiadomości tych dobrych, tych złych i niestety tych najgorszych, ale nie o nich póki jest nadzieja...
pozytywny weekend taki mój i wesoły taki...pozornie beztroski a mimo wszystko mocno uświadamiający....świadomość może boleć, ale przeważnie niesie ze sobą pewne konekwencje, które z kolei napędzają zmiany a niczego innego bardziej nie potrzebuję...zmiany wewnętrzne, ale i zewnętrzne...zabawne, że o tych drugich zdecydowanie trudniej mi mówić...
wiosna się budzi może nie kalendarzowo, ale we mnie chyba tak...kolorowo się robi i promyki słońca przedzierają się przez chmury...może i dla mnie jest nadzieja:)
mężczyźni są jak sprężynki i to fakt, który dopiero teraz zrozumiałam, refleks szachisty...nadal wierzę sobie, marzę za każdym razem gdy zamykam oczy i czekam z niecierpliwością jak dzieciak na pierwszą gwiazdkę, chociaż wiem, że nie wolno...przynajmniej tak twierdzi Daś, ale jego nie słuchamy bo twierdzi też, że jestem malo kobieca?!? dziwny jakiś:) ciekawe...jak daleko można się posunąć...jak bardzo można się zmienić i gdzie jest granica między falszem a autentycznością, jak długo warto wierzyć, że warto...
pozytywny weekend taki mój i wesoły taki...pozornie beztroski a mimo wszystko mocno uświadamiający....świadomość może boleć, ale przeważnie niesie ze sobą pewne konekwencje, które z kolei napędzają zmiany a niczego innego bardziej nie potrzebuję...zmiany wewnętrzne, ale i zewnętrzne...zabawne, że o tych drugich zdecydowanie trudniej mi mówić...
wiosna się budzi może nie kalendarzowo, ale we mnie chyba tak...kolorowo się robi i promyki słońca przedzierają się przez chmury...może i dla mnie jest nadzieja:)
mężczyźni są jak sprężynki i to fakt, który dopiero teraz zrozumiałam, refleks szachisty...nadal wierzę sobie, marzę za każdym razem gdy zamykam oczy i czekam z niecierpliwością jak dzieciak na pierwszą gwiazdkę, chociaż wiem, że nie wolno...przynajmniej tak twierdzi Daś, ale jego nie słuchamy bo twierdzi też, że jestem malo kobieca?!? dziwny jakiś:) ciekawe...jak daleko można się posunąć...jak bardzo można się zmienić i gdzie jest granica między falszem a autentycznością, jak długo warto wierzyć, że warto...
Subskrybuj:
Posty (Atom)
