Zatem jestem...przecudnie wypoczęta, z nowymi bateriami i masą postanowień...niestety wszystko co dobre szybko się kończy...uzbrojona w anielską cierpliwość i inne atrybuty wróciłam poukładana na nowo...dużo czasu miałam dla siebie...nareszcie... samotność to nie coś co trzeba odcierpieć...wystarczy nauczyć się nią cieszyć co robiłam...aż mi się uszy trzęsły!
Kilka planów siedzi mi w głowie...jak taka marchewka na patyku zawieszona przed pyskiem osła a ja będę sobie iść i iść aż w końcu wszystko się ułoży...już niedługo bo co to rok czy ciut więcej w odniesieniu do całego życia?!? A potem to już tylko Bali Bali czy inny Mauritius! No może trochę mnie poniosło, ale też będzie fajnie! Na bank!:)
Znów przeprowadzona została lewatywa mózgu jakże potrzebna i od dłuższego czasu zalecona przez doktor M. czyli mnie samą:)...koniec z użalaniem się nad sobą, tym jaka to jestem biedna stara i pomarszczona bo mi się diametralnych zmian kiedyś zachciało! Chciałam to mam a teraz sobie będę spijać pianę jak normalnie lać nie mogłam hehe Koniec z "wysysaczami pozytywnej energii" (tu dziękuję pewnemu paprohowi za pewien wieczór jakże ciepły i niezwykły w swojej jeszcze tak niedawno normalności) i z udawaniem kogoś kim się nie jest (chociaż tu może trochę przesadziłam bo dla mnie samej ta kwestia jest nadal mocno sporna i niejasna)! Dość zamulania! Jesień nie sprzyja co prawda, ale niech mnie w dupe pocałuje taka jesień! no bo co? Że niby ja sobie z taką jesienią nie poradzę? No proszę ja was! Chcę głupawek, spontaniczności i wariowania! Chcę i koniec...jednynaczką w końcu jestem (o ile któreś z rodziców czegoś nie nabroiło hehe) więc chce i koniec, a jak nie to zacznę tupać nogą:) Postanowione a teraz nic tylko wprowadzać to w życie!
No to sie troszkę rozpisałam, ale w końcu w pracy jestem a to zobowiązuje hehe Tak czy siak życie na poważnie potrafi być cholernie upierdliwe...
czwartek, 27 września 2007
niedziela, 16 września 2007
u...
sprawiłam sobie najlepszy prezent...
zgotowano mi najpiękniejszą niespodziankę...
mimo wszystko, cudownie być w domu...
zgotowano mi najpiękniejszą niespodziankę...
mimo wszystko, cudownie być w domu...
wtorek, 11 września 2007
mentlik...
chyba wiem...powoli zaczynam rozumieć...coś we mnie zgasło...zgasiłam to podejmując najgłupszą decyzję w swoim życiu...nie ma już pluszu...sama siebie nie poznaję...zabrałam sobie wszystko z własnej nieprzymuszonej woli...słaba jestem..."wiem, że dasz sobie radę" - to nie fair tak mówić...a co jeżeli tak ma być...może taka kolej rzeczy...może każdy z czasem gubi gdzieś szczęście...gdzie ja jestem do cholery i czemu już sama siebie nie poznaję? po co ja jestem i dla kogo? przecież nie dla siebie...a co jeżeli już nigdy tego nie odkręcę? a jeżeli tak, to czy nie będę tego żałować? kurwa w co ja cię wkopałam? niech ktoś cofnie czas...
poniedziałek, 10 września 2007
pozostało...
*3 doby...
*74 godziny...
*296 kwadransów...
*4440 minut...
*266400 sekund...
...i mam urlop!!!:)
*74 godziny...
*296 kwadransów...
*4440 minut...
*266400 sekund...
...i mam urlop!!!:)
piątek, 7 września 2007
czwartek, 6 września 2007
ops I did it again...
wygłupiłam się po raz kolejny...
winko, telefon, gotowy scenariusz...
przepraszam...
*pomijając fakt, że jestem skończoną idiotką i żałosną kretynką mającą iloraz inteligencji mniejszy niż zapuszkowane sardynki jest nieźle...naprawdę...prawie nie kłamię...
winko, telefon, gotowy scenariusz...
przepraszam...
*pomijając fakt, że jestem skończoną idiotką i żałosną kretynką mającą iloraz inteligencji mniejszy niż zapuszkowane sardynki jest nieźle...naprawdę...prawie nie kłamię...
poniedziałek, 3 września 2007
...ale...
Jestem tchórzem...tchórzem jakich mało...nie umiem mówić a tym bardziej rozmawiać...tęsknie za zrozumieniem, choćby drobnym...za będzie ok...za szczerym przytuleniem...za ciepłem, które bije, zupełnie bez powodu, podtekstów i celu...za milczeniem i spojrzenie, które mówi wszystko...
tkwię sobie w świecie pełnym wyobrażeń, masek i stwarzania pozorów...szukam siebie, czasu i ucieczki...gdyby nie moje tchórzostwo i absolutny brak asertywności wykrzyczałabym "dajcie mi spokój!" i cieszyłabym się niczym niezmąconą ciszą...z dala od bełkotu, złych myśli i permanentnego bólu głowy, który powoli zaczyna spędzać sen z powiek...z dala od telefonów, komputerów i samochodów...nikt z was moi drodzy"bliscy", nie ma pojęcia co we mnie siedzi i przykre to jest niezmiernie...
tkwię sobie w świecie pełnym wyobrażeń, masek i stwarzania pozorów...szukam siebie, czasu i ucieczki...gdyby nie moje tchórzostwo i absolutny brak asertywności wykrzyczałabym "dajcie mi spokój!" i cieszyłabym się niczym niezmąconą ciszą...z dala od bełkotu, złych myśli i permanentnego bólu głowy, który powoli zaczyna spędzać sen z powiek...z dala od telefonów, komputerów i samochodów...nikt z was moi drodzy"bliscy", nie ma pojęcia co we mnie siedzi i przykre to jest niezmiernie...
Subskrybuj:
Posty (Atom)
