
niedziela, 23 listopada 2008
niedziela, 16 listopada 2008
kryzys...
brak mi pomysłu...nie radzę sobie...absolutnie sobie ze sobą nie radzę...wszystko wymyka mi się spod kontroli...pogubiona jestem całkowicie, porozrzucana w kibieni...potrzebuję zmian...calkowitych...sama siebie nie poznaję, nie mam pojęcia kim jestem i albo coś z tym zrobię albo przysięgam, że zwariuję...
piątek, 14 listopada 2008
wyznanie...
koniec z owijaniem w bawelnę...
koniec z wzniosłymi metaforami...
koniec z ubieraniem myśli w słowa kryjące prawdę...
tu i teraz manifestuję całemu światu choć wiem, że manifestować nie powinnam...
jestem misiem i kochać chce mi się!
kochac chcę całą soba we wszystkich tego słowa znaczeniach!
szukam i czekam choć wiem, ze nie wolno...krzyczę, wołam...
NIECH MNIE KTOŚ POKOCHA!!!
koniec z wzniosłymi metaforami...
koniec z ubieraniem myśli w słowa kryjące prawdę...
tu i teraz manifestuję całemu światu choć wiem, że manifestować nie powinnam...
jestem misiem i kochać chce mi się!
kochac chcę całą soba we wszystkich tego słowa znaczeniach!
szukam i czekam choć wiem, ze nie wolno...krzyczę, wołam...
NIECH MNIE KTOŚ POKOCHA!!!
poniedziałek, 3 listopada 2008
kalkulacja i inne...
CZĘSTOCHOWA...
powierzchnia - ok 160km2
liczba ludności - 241449
gęstość - 1509 os/km2
CZAS...
minuta = 60 sekund
kwadrans = 15 minut = 900 sekund
godzina = 60 minut = 3600 sekund
doba (dzień) = 24 godziny = 86400 sekund
kwadrans = 15 minut = 900 sekund
godzina = 60 minut = 3600 sekund
doba (dzień) = 24 godziny = 86400 sekund
a teraz wyobraź sobie spotkanie...spotkanie z kimś wyjątkowym...wyobraź sobie, że ściągasz tę osobę myślami tak mocno, że w kompletnie nietypowym miejscu w godzinach nocnych gdzie i kiedy absolutnie nie spodziewasz się spotkać kogokolwiek, nagle bach...oczom ukazuje się ktoś o kim myślisz i choć chcesz niewiarygodnie nic nie wskazywałoby na to, że spotkać Ci się go uda...i niech mi ktos powie, że cokolwiek w naszym życiu wynika z przypadku...
zmieniam się, ewoluuje...podjemuję decyzje i wprowadzam je w życie...serwuję sobie namiastki, z którymi pragnę walczyć, ale póki co są jeszcze inne rzeczy, których pragnę nieco bardziej...konflikt interesów, wszystko w swoim czasie, oby nie było za późno...
kiedy bylam mała miałam pewną koleżankę gdzieś mniej więcej na etapie wczesnej podstawówki...Ci, którzy znają mnie dobrze lub też Ci, którym przynajmniej tak się zdaje wiedza doskonale o tym, że z natury nie miewam wrogów...nie znoszę i alergicznie wprost reaguje na wszelkie sytuacje stresowe...koleżanka, o której mowa jest jedną z nielicznych (2) osób, z którymi nie rozmawiam z zasady bo gdzieś tam kiedyś x czasu temu rozpętala się wojna o pierdołę...dziś za sprawą pewnego portalu na N przeprosiłam i poczułam wielkie ufff...niby nic a jednak w momentach nawet niewerbalnej konfrontacji nic wywołujące niewiarygodny dyskomfort...może to egoistyczne pobudki, ale dobrze czuć sie dobrze, dobrym człowiem się czuć nawet przez chwilę i z tą myślą iść przez życie...
Subskrybuj:
Posty (Atom)
