to chyba najtrudniejsza noc od x czasu...wszystko w przełyku, puls tysiąc pińcet i nerwoból atakujący co chwila...tak kurewsko mocno chciałabym żeby było dobrze i tak kurewsko mocno się boję...wymiękłam, nie ma śladu już po kachnie twardzielce, nie ma już od dawna...od ilu mogę wyliczyć co do godziny..."każdy ma chwile" myślę sobie mogąc jedynie marzyć o spokojnym śnie...
niedziela, 11 kwietnia 2010
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz