niedziela, 4 stycznia 2009

ńju jera mamy psia krew...

od kilku dni zbieralam sie do napisania noworocznej notki...wszyscy wszem i wobec bębnią o postanowieniach, w które wyjątkowo w tym roku nie chce mi się bawić...zbrzydło mi to: rzucę paleniem, schudne 20kg, znajdę męża i urodzę mu na szybko 3 dzieci... pewne zmiany postanowiłam poczynić juz nieco wcześniej, powoli, bo wreszcie dla siebie...dla siebie, której uczę się kazdego dnia, na nowo sumiennie ukladając się w środku...uśmiecham się częściej niz kiedykolwiek, ale usmiecham się do siebie starając się nie zwracać uwagi na niepowodzenia i ucząc się na błędach, cierpliwie wyciągając z nich choćby drobne wnioski...po pierwsze nie chcę babrać się w przeszłości, mam dość myślenia, analizowania i roztrząsania czekogolwiek...po drugie chcę żyć dla siebie, sobą się ciesząc i to sobie chcę sprawiać drobne przyjemności...podstawowa rzecz do której doszłam to to, że doputy dopuki nie polubię sama siebie nic nie da mi fakt, że lubić mnie będzie każdy...moi kochani z góry przepraszam i prosze o zrozumienie, ale pośród wszystkich naprawdę szczerych życzeń, które kieruję do wszystkich jakkolwiek bliskich mi osób w tym roku życzę także sobie i marzę przepięknie jak pięknie być moze i jak pięknie przy odrobinie pracy będzie...wierzę, cokolwiek to znaczy wierzę coraz więcej i coraz częściej...
Szczęśliwego Nowego Roku...
kachna.
ps: z tym mężem to może letka przesada, ale księciem z bajki nie pogardzę;)

Brak komentarzy: