piątek, 4 kwietnia 2008

"wszystko dobre co sie dobrze kończy, wszystko złe co się kończy źle, co za dzień!"

wczorajsza notka pisana była jakieś 15 minut po przebudzeniu...czasem są takie dni kiedy od od momentu rozklejenia oczu wiadomo wszem i wobec, ze coś się spimpa...nie pomyliłam się haha!
dzień wcześniej w środku nocy wróciłam z dwudniowego szkolenia z urozmaiceniami w postaci rocnego survivalu zasponsorowanego przez właścicieli hostelu na tyle zmęczona, ze dzień dziecka stał się oczywistą oczywistością...jak wielkie było moje zdiwienie kiedy to po przebudzeniu wbiłam się do wanny i okazało się, że wody ni ma...radia się nie słucha, ulotek nie czyta to się dostaje takie poranne surprisy w gratisie od spółdzielni...odchodząc nieco od tematy należy wspomnieć, że moje ukochane miasto Wrocław zrobiło mi ku ku rozkopując okolice pracy i odcinając tramwaje więc się obraziłam i sikając na "zakład dziur i korków" chodzę sobie na spacerki...tak tez bylo wczoraj...po przyjściu do pracy okazało się, że przez ludzką głupotę należy się wrócić...zatem znów pospacerowałam sobie do domu i na chwilę postanowiłam się odobrazić na przejeżdzający gdzieś obok autobus, no bo po co się gniewać jeżeli skróci mi drogę a buty cisną jak cholera...wsiadłam dumna ze swej mądrości kiedy to się okazało, że trasy są popimpane i autobus owszem jedzie, ale w przeciwnym kierunku...kolejne dwa kursy przeszłam nie spoglądając nawet na te rozsypujące się paskudztwa z napisem "za tramwaj"...tak się zaczęło a to dopiero była 11:00...natomiast skończyło się dokładnie tak jak skończyć się musiało "wódkę na lodzie z cytryną poproszę" ...

Brak komentarzy: