dużo dzieje się w mojej głowie, we mnie, dookoła...różnie się dzieje...setki wiadomości tych dobrych, tych złych i niestety tych najgorszych, ale nie o nich póki jest nadzieja...
pozytywny weekend taki mój i wesoły taki...pozornie beztroski a mimo wszystko mocno uświadamiający....świadomość może boleć, ale przeważnie niesie ze sobą pewne konekwencje, które z kolei napędzają zmiany a niczego innego bardziej nie potrzebuję...zmiany wewnętrzne, ale i zewnętrzne...zabawne, że o tych drugich zdecydowanie trudniej mi mówić...
wiosna się budzi może nie kalendarzowo, ale we mnie chyba tak...kolorowo się robi i promyki słońca przedzierają się przez chmury...może i dla mnie jest nadzieja:)
mężczyźni są jak sprężynki i to fakt, który dopiero teraz zrozumiałam, refleks szachisty...nadal wierzę sobie, marzę za każdym razem gdy zamykam oczy i czekam z niecierpliwością jak dzieciak na pierwszą gwiazdkę, chociaż wiem, że nie wolno...przynajmniej tak twierdzi Daś, ale jego nie słuchamy bo twierdzi też, że jestem malo kobieca?!? dziwny jakiś:) ciekawe...jak daleko można się posunąć...jak bardzo można się zmienić i gdzie jest granica między falszem a autentycznością, jak długo warto wierzyć, że warto...
piątek, 1 lutego 2008
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz