czwartek, 28 lutego 2008

a ja pas...

od samego początku blog jest dla mnie miejscem, w którym mogę wyrzygać się z tego co mnie boli...słowa wyrzygać używam nie bez kozery, ponieważ owe wyrzyganie przynosi ulgę...wbrew pozorom staram się cieszyć tym co mam...wielu ludzi mocno zdziwiłoby się trafiając tu, ponieważ łatka pozytywnego głupka przyszyta jest do mnie stalowymi nićmi...w całej swojej słabości od pewnego etapu swojego życia staram się być silna, przez ostatnie lata pomimo wszystko staram się być silna, ale teraz autentycznie mam dość...miało być już dobrze...zawsze ma być...kiedy autentycznie zaczynam wierzyć w to, że wszystko się uloży dostaję butem w twarz...dostaję tak mocno, że nie sposób sie podnieść...jak mieć nadzieję skoro życie namiętnie udawadnia mi, że niewarto...tak bardzo brakuje mi spokoju...boję się odbierać telefon...czemu ja zawsze muszę się bać...pierwszy raz od niepamiętnych czasów modlę się...pierwszy raz od niepamiętnych czasów potrzebuję Boga...kiedy wyczerpę limit złych wiadomości?

3 komentarze:

Anonimowy pisze...

przypomnij sobie naszą ostatnią rozmowę...

co się takiego dzieje?

robak

Anonimowy pisze...

Pas to powinien nastąpić już dawno temu, bo ktoś kto nie dostrzega lub udaje, że tego nie widzi, że obok niego jest piękna, wartościowa kobieta, która najnormalniej w świecie go kocha nie zasługuje na odrobinę zainteresowania... Masz w sobie tyle miłości i ciepła, że mogłabyś obdarować tym każdą istotkę na tym wielkim świecie. Zrozum w końcu, że ten "ślepy ktoś" nie zauważając tego po prostu jest żałosny i nie wart Ciebie.......... Ale się rozpisałem ;-)))

kachna pisze...

???