poniedziałek, 25 lutego 2008

dream on, cause when you stop to dream it's time to die...

myślę sobie znów...bo już przez chwilę nie myślałam o tym...przez chwilę już żyłam we Wrocławiu oswojona z nim jak nigdy wcześniej...przestałam gdybać, ale to przez chwilę tylko, jak na chwilę przystało krótką chwilę bardzo...znów przypomniało się to co trapiło choć zaznaczyć muszę, że w tej akurat materii poukładałam się na tyle, żeby spać z nią spokojnie...a przynajmniej tak mi się wydawało...wróciły pytania uśpione... najpierw A. i W. a dziś U... pierwszych dwoje boi się strachem, który choć geograficznie odległy emocjonalnie niezwykle mi bliski... U. natomiast zadawała sobie dziś moje pytania, które jak okazało się nie tylko moimi są...przywołała marzenia zupełnie nieświadomie i niespodziewanie... jedno zdanie a ja już odoswoiłam się i znów sobie marzę o letnim podboju świata i powrocie do domu bo tylko jedno miejsce domem nazywać potrafię...znów dały znać o sobie niepewności pewne i priorytety wołać zaczęły o poukładanie...jednej rzeczy trzymam się kurczowo "czas pokaże"... oby pokazał to co tak bardzo chciałabym zobaczyć...

Brak komentarzy: