czwartek, 10 stycznia 2008

everything do kupy...

"...mogłam...nigdy nie zdołamy zrozumieć sensu tego słowa, gdyż w każdej chwili naszego zycia istnieją sytuacje, które mogły sie wydarzyć, ale z jakiś powodów się nie wydarzyły. Istnieją magiczne chwile, które choć mijają niezauważone, to jednak niewidzialna Ręka Opatrzności zmienia bezpowrotnie nasz los..."mogłam...

...nie pale od tygodnia i ku mojemu zdziwieniu idzie gładko, najprawdopodobniej za sprawą plastrów, ale nie o tym...owe plastry mają jeden niezwykle szczególny skutek uboczny - sny...sny, które śnię najpiękniej...nigdy jeszcze snów nie śniłam tak wyraźnie a i niezwykle rzadko zdarza mi się je pamiętać, zatem napawam się tym i rozkoszuję przecudnie, przeklinając buzik...

...jutro czeka mnie warszafka...miało być sympatycznie a po kilku godzinach prania mózgu zaczyna być strasznie i nie mam na myśli faktu, że musze wstać o 3:00...znów trzeba będzie udawać, uważać na każde słowo, ale zawsze to jakaś adrenalinka z karmelem i pierwszym aj law ju w tle...

...porozrzucana jestem w kibieni...niby wszystko, ale jednak wielkie nic...niby wiem, ale tak naprawdę nie mam fiołkowego pojęcia...niby chcę, ale nie do końca świadoma jestem czego...taki wyreżyserowany, zbudowany z cierpkiej niepewności obrzydliwy znak zapytania...

...po kolejnym karmelowym wieczorze przemyśleń znamiennym bo naznaczonym sporą ilością krwi pojawia się kolejny boleśnie zaskakujący w swojej oczywistości wniosek... jestem mało interesującym człowiekiem... ha! mam 23 lata (a propos dziś moja 24 zrobiotnica) i pewnego styczniowego wieczoru udało mi się odkryć Amerykę, zawsze wiedziałam, że jestem bystra, ale żeby aż tak to lekka przesada...może inaczej, mówiąc mało interesująca pozostaje cień nadziei, że chociaż mało to zawsze trochę, ja natomiast jestem człowiekiem (abstrahując od podziału na kobiety i ludzi) nieinteresującym kompletnie...brak mi pasji, pomysłów i odpowiedzi...żyję powielającym się scenariuszem pisanym jakby z przymusu...oszukując się każdego dnia głoszę utopijne hasła, których mało kto chce słuchać i glęboko wierzę w przeznaczenie, prawdę i jej sens...w to, że watro być dobrym czlowiekiem niezależnie od wszystkiego, bo wszystko wraca do ludzi...w to, że cierpienie ma sens...w swojej domniemanej dorosłości z doświadczeniami, których nie życzę najgorszemu wrogowi (nawiasem mówiąc tak jakbym jakiegoś miala) jest nadal we mnie mała dziewczynka naiwnie wierząca w ludzkie dobro i pomimo rzekomego i manifestowanego braku zaufania tak naprawdę ufająca komu i w co popadnie...wiecznie marzący piotruś pan...nudna jestem przeobrzydliwie i brak mi pomysłów na zmianę...

...

1 komentarz:

Anonimowy pisze...

że też chce Ci się takie głupoty pierdolić!!!
mało interesująca...
weno się porozglądaj i zabacz jacy inni są?

a mnie proszę nie wqrwiać!!!:)

robak