środa, 24 października 2007

bez sensu...

nadszedł, wrócił cokolwiek...po konsultacjach z resztą lachonarium okazało się, że wszystko w normie co nie zmiania faktu, że roznosi mnie w ch**!!! herz klekoty, ciepło-zimno i ogólna wkurwa jakich mało!!! produktywność 0 (słownie - zero). Chce kit-kata zielonego taaak bardzo chce i na chceniu się kończy bo tu, właśnie tu i właśnie dziś wkradają się problemy techniczne... 1zł (słownie - jeden) w portwelu i brak sklepu w promieniu minimum kilometra...po ostatnim najeździe kosmitów, którzy wyczyścili mi konto przekonuję się namiętnie, że ciemny chleb z pasztetem i zupki chińskie a także sosy do spagetti i mięsa bez spagetti i mięsa wykwintnym daniem są...generalnie dopadł mnie nastrój z serii bez kija nie podchodzić...dopadł i nie chce puścić...Ani nie ma, konika nie ma...nikt nie kocha, nie tuli i nie całuje (no chłopcy moi twierdzą, że kochają platonicznie i nawet piosenki mi dziś śpiewali, ale oni się nie liczą...oni to se mogą)...czuje jedno wielkie bzieee jak po konfrontacji z milionem krwiożerczych wysysaczy pozytywnej energii...do kroć set fur beczek niech mnie ktoś przytuli!!!

Brak komentarzy: